Naukowcy znaleźli na dnie Morza Czerwonego wymarłe „jezioro śmierci”, które może wyjaśniać początki życia na Ziemi

Naukowcy znaleźli na dnie Morza Czerwonego wymarłe „jezioro śmierci”, które może wyjaśniać początki życia na Ziemi

Na głębokości ponad kilometra badacze trafili na ślady po zniknięciu niezwykle słonego podwodnego jeziora, w którym przed tysiącami lat żyły dziwaczne mikroby radzące sobie bez tlenu. Ich sposób na przetrwanie mógł być podobny do tego, jakim posługiwały się pierwsze formy życia na naszej planecie.

Jeszcze dekadę temu naukowcy nazywali je „czarnymi jeziorami śmierci”. Chodzi o dziwne, turkusowe zbiorniki na dnie oceanu, gdzie woda jest tak słona, że opada na dno morskie i tworzy tam osobne, odizolowane jezioro, w którym prawie nie ma tlenu. Wydawało się, że to strefy całkowicie martwe, mimo że tuż przy ich brzegach roiło się od tak zwanych ekstremofili, czyli organizmów przystosowanych do życia w warunkach, w których zwykłe istoty żywe by nie przetrwały. Teraz zespół naukowców, który pływał po Morzu Czerwonym na statku badawczym OceanXplorer, znalazł dowody, że jedno z takich słonych jezior kiedyś istniało, ale zniknęło, i że żyły w nim mikroby jeszcze bardziej ekstremalne niż te znane wcześniej. Według badania opublikowanego w piśmie AGU Advances, mikroby te zamieszkiwały to jezioro od około szesnastu do dwóch tysięcy lat temu.

Badaniami kierowała Morgan Chakraborty, doktorantka z Uniwersytetu Miami, razem z profesorem Samem Purkisem i zespołem organizacji OceanX. Między 2020 a 2023 rokiem statek OceanXplorer wraz z podwodnym robotem sprawdził pięć słonych jezior w rejonie Morza Czerwonego. Najważniejsze okazały się dwa miejsca: wciąż aktywne jezioro NEOM w Zatoce Akaba, leżące prawie 1770 metrów pod wodą, oraz tak zwane Hume Deep na głębokości 1370 metrów, gdzie po jeziorze zostały tylko ślady, bo sama słona woda dawno zniknęła. Naukowcy zbadali osady i skamieniałości z obu miejsc, a w wodzie z NEOM przeanalizowali DNA żyjących tam mikrobów, żeby sprawdzić, jak działają ich geny. Okazało się, że wiele z tych organizmów zdobywa energię, utleniając metale, czyli w uproszczeniu robiąc coś podobnego do rdzewienia, tylko że wykorzystują ten proces zamiast oddychania tlenem. Zdaniem badaczy taki mechanizm mógł pomóc pierwszym formom życia na Ziemi przetrwać w czasach, gdy w atmosferze i oceanach było jeszcze bardzo mało tlenu, zanim ponad dwa miliardy lat temu doszło do jego gwałtownego przybytku. Co ciekawe, w osadach z tych jezior naukowcy znaleźli też metale takie jak mangan, żelazo, molibden czy miedź, czasem w stężeniach ponad sto razy większych niż w zwykłych osadach dna morskiego. Jak zauważają autorzy badania, część z tych metali jest dziś niezbędna do produkcji technologii związanych z czystą energią, więc zrozumienie, jak mikroby je gromadzą, może kiedyś pomóc w poszukiwaniu takich surowców.

Źródło: gizmodo.com