Pamiętacie zeszłoroczną aferę z tajemniczymi dronami, które pojawiały się nad Skandynawią? Pod koniec września 2025 roku niezidentyfikowane obiekty latające obserwowano w pobliżu lotnisk, baz wojskowych i infrastruktury krytycznej w Danii, Norwegii oraz Szwecji. Sytuacja była na tyle poważna, że wstrzymywano ruch lotniczy, a duńskie władze zaczęły mówić o możliwych działaniach hybrydowych. Nigdy jednak nie ustalono jednoznacznie, kto stał za tymi incydentami.
Teraz sprawa powraca za sprawą nagrania ujawnionego przez duńską telewizję publiczną DR. Materiał pochodzi z 28 września 2025 roku i został zarejestrowany na poligonie wojskowym Borris w zachodniej Danii. To właśnie tam doszło do jednego z najbardziej kontrowersyjnych incydentów całej serii.
Tamtego wieczoru duńscy żołnierze zaobserwowali obiekty, które uznali za drony. W pewnym momencie otrzymali rozkaz otwarcia ognia i oddali łącznie 43 strzały w kierunku domniemanych intruzów. Na terenie obiektu przebywali wówczas również ukraińscy kursanci, których żołnierze mieli chronić.
Problem w tym, że w tym samym czasie nad poligonem przelatywał norweski samolot pasażerski na wysokości około 2800 metrów.
Początkowo duńskie wojsko zapewniało, że do strzelaniny doszło dopiero po przelocie samolotu, około godziny 20:20. Jednak 1 października 2026 roku oficjalnie przyznano, że wcześniejsze ustalenia były błędne. Strzały padły między 20:06 a 20:08, a więc w czasie, gdy samolot znajdował się w okolicy poligonu.
Dowództwo stanowczo zaprzecza, aby żołnierze strzelali w kierunku samolotu. Według wojskowych obserwowane obiekty znajdowały się znacznie niżej, poruszały się w innym kierunku i najprawdopodobniej rzeczywiście były dronami.
Najciekawsze jest jednak samo nagranie, które udostępnię poniżej. Zostało wykonane przez pracownika poligonu tuż przed rozpoczęciem strzelaniny. Co istotne, sam autor filmu ocenił, że widoczny na niebie obiekt przypomina samolot śmigłowy, a nie drona. Według jego późniejszej relacji zauważył jednak również drugi, nisko lecący obiekt, który wyglądał już jak klasyczny dron z czterema wirnikami.
Nagranie nie pokazuje więc samego ostrzału i nie stanowi jednoznacznego dowodu na obecność dronów.
Mija ponad rok od wydarzeń, które postawiły na nogi służby kilku europejskich państw. Duńskie wojsko nadal podtrzymuje, że w tamtym okresie wielokrotnie obserwowano rzeczywiste drony, ale pochodzenie wielu z nich pozostaje niewyjaśnione.
Cała historia pokazuje również, jak trudno nawet wyszkolonym żołnierzom zidentyfikować obiekt na nocnym niebie. Tym bardziej zastanawiające jest to, że do dziś nie udało się publicznie wyjaśnić, kto odpowiadał za serię incydentów, które sparaliżowały część skandynawskiego ruchu lotniczego.
