Badacze z Northwestern University sprawdzili, jak faza oddychania wpływa na czas reakcji człowieka. Okazało się, że gdy wydychamy powietrze, reagujemy zauważalnie szybciej niż podczas wdechu.
Wyobraźmy sobie pływaka na starcie, który czeka na sygnał, żeby skoczyć do wody, albo kierowcę, który musi w ułamku sekundy wcisnąć hamulec. W takich sytuacjach liczy się dosłownie każda milisekunda. Naukowcy z Northwestern University w USA postanowili sprawdzić, czy to, w jakiej fazie oddychania się znajdujemy, ma wpływ na to, jak szybko reagujemy na to, co się wokół nas dzieje. Wyniki, opublikowane w czasopiśmie iScience, są zaskakujące: gdy wydychamy powietrze, reagujemy średnio o 41 milisekund szybciej niż podczas wdechu. To mniej więcej jedna dwudziesta piąta sekundy, czyli czas zbyt krótki, żeby go poczuć, ale wystarczający, żeby w sporcie albo za kierownicą zdecydować o wygranej albo porażce, a czasem nawet o życiu i śmierci. Co ciekawe, szybciej reagowaliśmy też w krótkich pauzach między wdechem i wydechem, o 21 milisekund w porównaniu do wdechu. To pierwsze badanie, które w ogóle zmierzyło czas reakcji we wszystkich fazach oddychania, łącznie z tymi przerwami, które wcześniej nikogo nie interesowały.
Żeby to sprawdzić, badacze zaprosili 35 osób w wieku od 18 do 33 lat i posadzili je przed komputerem do prostego zadania: gdy na ekranie czerwony kwadrat zmieniał się na żółty, trzeba było jak najszybciej wcisnąć spację. W tym samym czasie uczestnicy mieli pod nosem niewielkie urządzenie mierzące przepływ powietrza, więc dokładnie wiadomo było, w jakim momencie oddechu doszło do reakcji. Każdy z badanych wykonywał to zadanie dwa razy, raz przed snem, raz po nim, żeby zobaczyć, czy odpoczynek zmienia ten mechanizm. Autorka badania, neurobiolog Erika Yamazaki, podkreśla, że użycie prostego i zrozumiałego zadania pozwoliło pokazać związek między oddychaniem a pracą mózgu w sposób, który da się zastosować w praktyce. Ken Paller, główny autor badania i profesor psychologii na Northwestern, dodaje, że wciąż nie wiadomo dokładnie, dlaczego tak się dzieje, ale podejrzewa, że chodzi o efektywność pracy mózgu, bo inne badania pokazały już, że pewne rytmy elektryczne w mózgu synchronizują się z rytmem oddechu.
Zespół Paller już pracuje nad kolejnym badaniem, finansowanym przez amerykański Narodowy Instytut Zdrowia, które ma sprawdzić, jak te odkrycia mogą pomóc osobom z bezdechem sennym, czyli chorobą, w której oddech w nocy się zatrzymuje, co jest szkodliwe dla zdrowia i wciąż zbyt rzadko diagnozowane. Naukowcy liczą, że tego typu odkrycia pozwolą kiedyś tworzyć proste, nieinwazyjne metody poprawiania jakości snu, a przez to i naszej sprawności umysłowej następnego dnia.
Mnie w tym wszystkim najbardziej intryguje to, że coś tak automatycznego jak wdech i wydech, o czym w ogóle nie myślimy w ciągu dnia, potrafi po cichu wpływać na to, jak szybko reaguje nasz mózg. To pokazuje, jak mało wciąż wiemy o połączeniu między ciałem a umysłem.
Źródło: news.northwestern.edu
