Tajemnicze struktury 700 metrów pod powierzchnią morza. Dlaczego od ponad 20 lat nikt nie dokończył badań?

W 2000 roku międzynarodowa ekspedycja badawcza odkryła u wybrzeży Kuby niezwykłe formacje skalne przypominające pozostałości ogromnego miasta. Na obrazach sonarowych widoczne były geometryczne struktury, prostokątne kształty i układy przypominające ulice oraz mury. Odkrycie wywołało sensację, a niektórzy zaczęli mówić nawet o legendarnej Atlantydzie. Przez kolejne lata organizowano wyprawy, próbowano dotrzeć do tajemniczych obiektów i zdobyć próbki. Ostatecznie badania przerwano. Dziś, 26 lat po odkryciu, nadal nie wiadomo z całą pewnością, co znajduje się na dnie morza.

Historia rozpoczyna się latem 2000 roku. Kubańsko-kanadyjska ekspedycja Exploramar prowadziła badania dna morskiego w pobliżu półwyspu Guanahacabibes, na zachodnim krańcu Kuby. Badacze poszukiwali przede wszystkim zatopionych statków, których w okolicznych wodach mogło znajdować się wiele. Przez stulecia przebiegały tędy ważne szlaki żeglugowe, wykorzystywane między innymi przez hiszpańskie galeony przewożące towary i kosztowności z Ameryki do Europy.

Pracami kierowała inżynier Paulina Zelitsky, związana z kanadyjską firmą Advanced Digital Communications (ADC). W projekcie uczestniczył również jej mąż i współpracownik Paul Weinzweig. Badania prowadzono z pokładu statku Ulises, wykorzystując specjalistyczny sonar boczny, który za pomocą fal dźwiękowych pozwalał tworzyć obrazy dna morskiego.

Podczas jednego z pomiarów aparatura zarejestrowała coś niespodziewanego. Na głębokości od około 600 do 750 metrów, w podmorskiej dolinie na północny zachód od przylądka San Antonio, pojawiły się rozległe struktury o wyjątkowo regularnych kształtach. Niektóre przypominały długie równoległe ściany, inne prostokątne pomieszczenia, korytarze i masywne bloki skalne. Cały obszar otrzymał nazwę MEGA.

To właśnie z tych badań pochodzą słynne obrazy, które do dzisiaj pojawiają się w publikacjach o rzekomym zatopionym mieście Kuby. Warto jednak wyjaśnić, czym właściwie są. Charakterystyczne czarno-białe lub zielonkawe obrazy przedstawiają zapis pomiarów wykonanych sonarem, a nie zwykłe fotografie podwodne. Urządzenie wysyła impulsy akustyczne, rejestruje ich odbicia i na tej podstawie tworzy obraz ukształtowania dna oraz znajdujących się na nim przeszkód. Różnice jasności, cienie akustyczne i regularne linie mogą wskazywać na określone formy terenu, ale nie pozwalają automatycznie uznać ich za budowle.

Na jednym z najbardziej interesujących zapisów widać coś przypominającego prostokątną konstrukcję z wewnętrznym podziałem na mniejsze części. Inne fragmenty wyglądają niczym zarysy murów rozdzielających pomieszczenia. To właśnie podobieństwo tych układów do architektury sprawiło, że Zelitsky zaczęła rozważać możliwość odkrycia pozostałości dawnego osiedla.

W maju 2001 roku informacje o niezwykłym znalezisku zaczęły trafiać do mediów. W grudniu tego samego roku o przypuszczalnym zatopionym mieście informowały już międzynarodowe redakcje, w tym BBC. Pojawiły się sugestie, że struktury mogły powstać nawet 6000 lat temu, a więc wcześniej niż najstarsze egipskie piramidy. Nie był to jednak wiek potwierdzony badaniami archeologicznymi. Była to hipoteza związana z próbą wyjaśnienia wyglądu znaleziska.

W lipcu 2001 roku zespół powrócił w rejon odkrycia, tym razem wykorzystując zdalnie sterowany pojazd podwodny wyposażony w kamerę i oświetlenie. W badaniach uczestniczył kubański geolog Manuel Iturralde-Vinent, związany z Narodowym Muzeum Historii Naturalnej w Hawanie.

Nagrania wykonane przez robota potwierdziły, że na dnie rzeczywiście występują nietypowe bloki skalne. Zarejestrowano formacje o kształtach zbliżonych do sześcianów, prostopadłościanów i piramid. Niektóre wydawały się ułożone jedna za drugą, jakby tworzyły fragment muru. W opracowaniu geologicznym przedstawiono między innymi zdjęcia dwóch bloków o wysokości około metra, których powierzchnie wyglądały na stosunkowo gładkie.

W 2002 roku sprawa nadal wzbudzała ogromne zainteresowanie. W październiku The Washington Post opisał zarówno niezwykłe obrazy, jak i wątpliwości naukowców. Głos zabrał między innymi Robert Ballard, odkrywca wraku Titanica. Zwracał uwagę, że interpretacja obrazów sonarowych bywa bardzo subiektywna. Człowiek może dostrzegać na nich znajome kształty, nawet jeśli w rzeczywistości ogląda naturalne formacje geologiczne.

Mimo wątpliwości zespół nie zamierzał rezygnować. W latach 2002–2003 poszukiwano finansowania kolejnych prac. Pojawiły się informacje o zainteresowaniu ze strony National Geographic, jednak przez długi czas nie udało się uzyskać odpowiednich środków i sfinalizować współpracy. Badania na tak dużej głębokości wymagały kosztownego sprzętu, odpowiednio wyposażonego statku i specjalistycznych robotów.

Kolejny ważny rozdział tej historii rozpoczął się w październiku 2004 roku. Paulina Zelitsky wraz z zespołem zorganizowała następną wyprawę, której celem było wykonanie dokładniejszych pomiarów i zebranie kolejnych materiałów. Ekspedycja wyruszyła z meksykańskiego portu Progreso.

Jednak po około 25 dniach prac badacze musieli przerwać misję. Według ówczesnych doniesień prasowych problemy techniczne uniemożliwiały prowadzenie obserwacji na głębokościach przekraczających około 500 metrów. W późniejszej relacji Manuel Iturralde-Vinent wyjaśnił, że zawodził przewód łączący pojazd podwodny ze statkiem. Gdy robot osiągał określoną głębokość, tracił komunikację z jednostką badawczą.

W listopadzie 2004 roku media informowały nawet o odnalezieniu formacji przypominającej piramidę o wysokości około 35 metrów. Nie przedstawiono jednak wystarczającej dokumentacji, aby niezależnie potwierdzić, że była to rzeczywiście piramida, a nie naturalne ukształtowanie dna. Najważniejszego celu wyprawy, czyli dokładnego zbadania zagadkowych struktur i pobrania próbek, ponownie nie udało się osiągnąć.

Zelitsky zapowiadała dalsze działania. Początkowo mówiła o możliwości powrotu w kwietniu lub maju 2005 roku. Później, w lipcu 2005 roku, meksykańska prasa opublikowała kolejne informacje o przygotowaniach do wyprawy planowanej na październik lub listopad. Zapowiadano specjalnie wyposażony statek, roboty podwodne, udział licznego zespołu oraz przygotowanie dokładnej mapy i materiału filmowego wysokiej rozdzielczości. W doniesieniach ponownie pojawiła się nazwa National Geographic jako instytucji mającej wspierać przedsięwzięcie.

Mimo ambitnych zapowiedzi nie ma wiarygodnego potwierdzenia, że planowana na jesień 2005 roku ekspedycja rzeczywiście dotarła do miejsca odkrycia. W późniejszych relacjach pojawiały się również informacje, że ostateczna umowa finansowa z National Geographic nie została zawarta.

Według Manuela Iturralde-Vinenta cały program badań MEGA został odwołany w 2005 roku z powodu nieporozumień między zaangażowanymi stronami. Geolog nie przedstawił szczegółowego opisu tego konfliktu. Wiadomo natomiast, że od tamtego czasu nie opublikowano wyników kolejnej potwierdzonej ekspedycji prowadzącej szczegółowe badania tych samych formacji.

To właśnie w tym momencie historia zatopionego miasta Kuby praktycznie zniknęła z głównego nurtu zainteresowania mediów. Nie znaleziono dowodów na istnienie starożytnej cywilizacji, ale jednocześnie nie przeprowadzono badań pozwalających definitywnie wyjaśnić pochodzenie wszystkich obiektów.

Z czasem zaczęły pojawiać się coraz bardziej niezwykłe interpretacje odkrycia. Niektóre publikacje przedstawiały ogromne piramidy, świątynie, monumentalne ulice, a nawet konstrukcje wykonane z kryształów. Problem polega na tym, że większość widowiskowych obrazów przedstawiających podwodne miasto to artystyczne wizualizacje, a nie autentyczne fotografie z wypraw ADC.

Wiele osób zaczęło również łączyć znalezisko z legendą Trójkąta Bermudzkiego, jednego z najsłynniejszych tajemniczych obszarów Atlantyku. Jego umowne granice wyznaczają zwykle Floryda, Bermudy i Portoryko. Od dziesięcioleci z regionem tym wiąże się zaginięcia statków i samolotów, między innymi amerykańskiego okrętu USS Cyclops, który zaginął w 1918 roku, oraz pięciu wojskowych samolotów tworzących słynny Flight 19, utraconych 5 grudnia 1945 roku.

Pojawiały się sugestie, że podwodne piramidy mogły być pozostałością zapomnianej technologii zdolnej do zakłócania urządzeń nawigacyjnych lub wytwarzania nieznanych pól energetycznych. Trzeba jednak podkreślić, że nie przedstawiono żadnych wiarygodnych dowodów na istnienie takiej technologii ani jej związek z zaginięciami.

Co więcej, struktury MEGA znajdują się na zachód od Kuby, poza najczęściej przyjmowanym obszarem Trójkąta Bermudzkiego. Skojarzenie obu zagadek wynika przede wszystkim z ich położenia w szeroko rozumianym regionie karaibskim i atlantyckim. Amerykańska agencja NOAA zwraca uwagę, że nie ma dowodów na częstsze występowanie niewyjaśnionych zaginięć w Trójkącie Bermudzkim niż na innych intensywnie uczęszczanych obszarach oceanicznych.

W grudniu 2014 roku Manuel Iturralde-Vinent przedstawił szczegółowe opracowanie poświęcone podwodnym strukturom MEGA. Analizował w nim trzy możliwości: naturalne pochodzenie formacji, ich stworzenie przez ludzi albo wykorzystanie i przekształcenie naturalnych struktur przez dawnych mieszkańców regionu.

Za naturalnym pochodzeniem przemawiały między innymi podmorskie osuwiska, uskoki, erozja i charakterystyczna budowa geologiczna tego obszaru. Niektóre zarejestrowane kształty mogły być również artefaktami powstającymi podczas przetwarzania obrazów sonarowych. Jednocześnie geolog zauważył, że część geometrycznych bloków różni się wyglądem od nieregularnych fragmentów skał osuwających się ze zboczy podmorskiej doliny.

Największy problem dla hipotezy o zatopionym mieście stanowi jednak głębokość. Podczas ostatniego zlodowacenia poziom oceanów był o około 120 metrów niższy niż obecnie. To zdecydowanie za mało, aby samo podniesienie się wody wyjaśniło obecność hipotetycznego miasta 700 metrów pod jej powierzchnią. Konieczne byłoby wykazanie ogromnego obniżenia terenu w wyniku procesów tektonicznych. Choć w regionie rozpoznano ślady osuwisk i ruchów geologicznych, nie ustalono, że badany obszar był lądem zamieszkanym przez ludzi.

Do sprawy powrócono 14 lutego 2024 roku. Kubańska gazeta Granma opublikowała rozmowę z Iturralde-Vinentem, który po ponad dwóch dekadach ponownie opowiedział o odkryciu i problemach towarzyszących ekspedycjom. Geolog przyznał, że szczególnie interesuje go tajemnicza szara płytka dostrzeżona na jednej z podwodnych fotografii. Bez pobrania próbki nadal nie sposób ustalić, czym jest ani jak znalazła się w tym miejscu.

Wyjaśnił również, że powrót do MEGA wymagałby nowej ekspedycji wyposażonej w nowoczesne sonary, roboty podwodne oraz urządzenia umożliwiające pobieranie próbek i prowadzenie prac na głębokości ponad 600 metrów. Koszty takiego przedsięwzięcia miałyby sięgać milionów dolarów.

W 2026 roku historia ponownie zaczęła pojawiać się w publikacjach popularnonaukowych. W marcu temat przypomniał portal IFLScience, a we wrześniu opisał go również meksykański serwis COHETE. Artykuły te nie przyniosły jednak nowych wyników badań dna. Na 1 listopada 2026 roku nie znaleziono wiarygodnego potwierdzenia, że po zakończeniu pierwotnego programu przeprowadzono kolejną pełną ekspedycję naukową w celu wyjaśnienia pochodzenia MEGA.

Minęło więc ponad ćwierć wieku od chwili, kiedy sonar po raz pierwszy pokazał badaczom niezwykłe kształty ukryte setki metrów pod powierzchnią morza. Wiemy, że zarejestrowano rzeczywiste formacje skalne, że wykonano zdjęcia części z nich i że próbowano powrócić na miejsce. Wiemy również, że dostępne dowody nie wystarczają do uznania ich za pozostałości starożytnego miasta.

Nie znaleziono potwierdzonych śladów dawnego osadnictwa, ceramiki, narzędzi ani inskrypcji, które wskazywałyby na udział człowieka. Naturalne pochodzenie struktur pozostaje najbardziej oszczędnym wyjaśnieniem, choć nie wszystkie szczegóły zostały definitywnie rozstrzygnięte.

Być może kolejna wyprawa pokazałaby jedynie wyjątkowo regularne formacje geologiczne. Być może ujawniłaby coś, czego nie udało się dostrzec ponad dwie dekady temu. Na razie jednak pozostaje niecodzienna historia odkrycia, które na krótko rozpaliło wyobraźnię całego świata, a następnie utknęło między technicznymi problemami, brakiem finansowania i nierozstrzygniętymi pytaniami.

Najbardziej niezwykłe w tej historii nie jest więc samo przypuszczenie, że pod wodami Kuby może istnieć zaginione miasto. Jest nim fakt, że po 26 latach wciąż nie przeprowadzono badań, które pozwoliłyby tę hipotezę jednoznacznie potwierdzić albo odrzucić.

Źródła:
washingtonpost 2002 rok
granma.cu 2024 rok
iflscience 2026 rok