John Brandenburg, fizyk plazmy, od lat przekonuje, że dane z łazika Curiosity dowodzą nuklearnej zagłady na Marsie. Inni naukowcy sprawdzili jego wyliczenia i mają poważne zastrzeżenia.
Wyobraźcie sobie, że sąsiedzi zza miedzy istnieli naprawdę, tyle że miliardy lat temu, i ktoś albo coś ich wykończyło. Dokładnie taką opowieść snuje od lat John Brandenburg, fizyk plazmy pracujący dla firmy z branży kosmicznej. Jego zdaniem na Marsie rozwinęła się cywilizacja, która zbudowała tam jakieś budowle, po czym zginęła w wyniku nuklearnej katastrofy. W opublikowanej w 2014 roku pracy naukowej Brandenburg twierdzi, że dowodem jest skład chemiczny marsjańskiej atmosfery, a konkretnie ilość ksenonu, pierwiastka, który w różnych odmianach (naukowcy mówią o izotopach, czyli atomach tego samego pierwiastka różniących się liczbą cząstek w jądrze) powstaje między innymi przy wybuchach jądrowych. Dane do analizy czerpał z pomiarów łazika Curiosity, który krąży po Marsie od sierpnia 2012 roku, oraz z fragmentów Marsa, które spadły na Ziemię jako meteoryty.
Problem w tym, że gdy inni naukowcy prześledzili jego wyliczenia krok po kroku, wyszło im, że się nie zgadzają. Timothy Swindle, emerytowany profesor i były dyrektor Laboratorium Księżycowego i Planetarnego Uniwersytetu Arizony, sprawdził dane i mówi wprost: pytany, czy pomiary ksenonu potwierdzają teorię wybuchu, odpowiada „nie” i dodaje, że dopasowanie do jednego z cięższych izotopów jest aż o połowę zawyżone, a normalnie liczy się każdy procent rozbieżności. Co więcej, Brandenburg tak skonstruował swoje wyliczenia, że jeden z izotopów musiał się zgodzić, bo od niego zaczynał całą kalkulację. Swindle znalazł też wewnętrzną sprzeczność w samej teorii: mechanizm, na który powołuje się Brandenburg, powinien dawać coraz mniej ciężkich izotopów, a w rzeczywistości jest ich coraz więcej niż przewiduje model. Całość ocenia jako dowód „bardzo, bardzo słaby”. Do tego dochodzi jeszcze jedna praca Brandenburga z 2023 roku, opublikowana jednak w wydawnictwie znajdującym się na archiwalnej liście podejrzanych, niesolidnych czasopism naukowych prowadzonej przez bibliotekarza Jeffreya Bealla, więc i tu trudno o pewność. Inni badacze proponują zupełnie inne wytłumaczenie losów marsjańskiego ksenonu, mianowicie że lekkie izotopy uciekły z atmosfery podczas serii zderzeń z kosmicznymi obiektami w pierwszych setkach milionów lat istnienia planety, co dobrze tłumaczy większość dzisiejszych pomiarów, choć nie wszystkie.
Zdaniem Jasona Wrighta, astronoma z Penn State University, w całym Układzie Słonecznym nie ma na razie żadnego twardego dowodu na istnienie dawnej cywilizacji technologicznej, a chęć doszukiwania się w kosmicznej ciszy jakiegoś mrocznego wyjaśnienia bywa raczej projekcją naszych własnych lęków niż odkryciem naukowym. Z kolei astrobiolog Jacob Haqq-Misra zwraca uwagę, że nawet gdyby ktoś kiedyś odwiedził nasz układ planetarny, po milionach lat mogło po nim nie zostać żadnego śladu, bo erozja i czas potrafią zetrzeć nawet to, co uważamy za trwałe.
Źródło: Popular Mechanics – UFO Central
